Podróż wzdłuż Dunaju przez Europę na Półmaraton Sofia – BUŁGARIA !

9-cioosobowa drużyna BIEGAMBOLUBIE Police reprezentowała nasze miasto i kraj w miedzynarodowym biegu INTERNATIONAL MARATHON SOFIA.

Podróż rozpoczęliśmy piątego października koło południa , po zakończeniu dnia pracy w swoich zakładach. Ruszyliśmy busem wzdłuż Dunaju na podbój kolejnego PÓŁMARATONU – tym razem w Stolicy Bułgarii Sofii.

Trasa naszego europejskiego tournee wiodła przez Niemcy, Czechy, Słowację, Węgry ( tutaj zaplanowaliśmy pierwszy postój, o którym w dalszej szczęści relacji ),Rumunię( Timisoara ), Bułgarię i w drodze powrotnej „zahaczyliśmy” o Serbię ( Belgrad ).

Wyruszając z Polic mieliśmy cichą nadzieję, że pogoda w Bułgarii będzie jak na jesień łaskawa i liczyliśmy na około 20 C. Przez całą podróż padało/lało /padało i tak całą noc… Powoli oswajaliśmy się z myślą ewentualnego zakupu kapoków ratunkowych i szalupJ. Do Budapesztu dotarliśmy około 5 –tej nad ranem. Właśnie w tym mieście zaplanowaliśmy pierwszy postój z noclegiem i zwiedzanie urokliwej stolicy Węgier.

Czas na przygody. 5-ta rano, doba hotelowa zaczyna się od 14-stej , szybka kanapka –zrobiona jeszcze w Polsce i na rozgrzanie „herbatka z prądem”. Obłożeni parasolkami wyruszyliśmy  na podbój stolicy Węgier. Naszym pierwszym celem był Zamek w Budzie, zbudowany w XIII weku.  Aby do niego dotrzeć należy przejść mostem łańcuchowym – most Széchenyi, zbudowany w połowie XIX wieku, był pierwszym stałym połączeniem między Budą i Pesztem. Z czterech stron strzegą go wielkie kamienne lwy.  Po przekroczeniu mostu, będąc u stóp góry mieliśmy do wyboru dwie trasy dostania się do zamku: piękną, długą ścieżkę lub dla leniuchów ( oczywiście dla nas ) krótką podróż kolejką turystyczną. Dotarliśmy na miesjce , gdzie mogliśmy rozkoszować się pięknymi widokami miasta.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Betonowa droga do cytadeli i pomnika wolności wiodła niezbyt stromo, ale ciągle pod górę. Po dobrych kilkunastu minutach udało nam się wspiąć do cytadeli. Jak na prawdziwych turystów przystało, wykonaliśmy kilka pamiątkowych fotek  i obraliśmy kurs na dół.

Przez Most Elżbiety wróciliśmy do Pesztu. Spacerowaliśmy  jeszcze po ulicach w centrum. Na szczególną uwagę zasługuje Vaci utca, najsłynniejsza ulica Budapesztu , przy której znajdują się restauracje i sklepy oferujące produkty znanych marek. Dotarliśmy do wielkiej hali targowej – miejsce warte odwiedzenia , kupienia kilku pamiątek i degustacji regionalnego jedzenia.

Późnym wieczorem Janusz zaplanował nam wyprawę do parlamentu – najbardziej znanego budynku Budapesztu i Węgier – neogotycki, ogromny parlament stojący tuż nad brzegiem Dunaju. Zbudowany został po połączeniu trzech miast: Budy, Obudy i Pesztu w Budapeszt.  Janusz przekonywał nas, że najpiękniej budynek ten wygląda nocą. I miał zdecydowanie rację!

Następnego dnia rano, po śniadaniu, wyruszyliśmy do naszego celu – Sofii, a trasę wyznaczyliśmy przez Rumunię. Kierując się przez Timisoarę , ( której nie omieszkaliśmy nie zwiedzić ) miasta leżącego w zachodniej części Rumunii, które swoim stylem, klimatem i lokalną społecznością bardziej przypominało włoskie miasteczko.

Uwaga! Tutaj wielkie zaskoczenie.. Rumunia nie słynie tylko z zamku Drakuli, bycie elektrykiem w tym kraju prowadzi do bycia milionerem- zdjęcia w załączniku.  Na każdym rogu wiszą sterty kabli elektrycznych, skrzyżowania to istne pajęcze sieci!  Rumunię zapamiętamy  jeszcze  z pięknych autostrad, wielu dzikich psów, ale w szczególności z przyjaznych ludzi.

W sobotę koło 2-giej nad ranem dotarliśmy do hotelu w Sofii, gdzie czekała na nas kolejna „niespodzianka”. Recepcjonista poinformował nas , ze nie ma wolnych pokoi. Jak to !? Przecież robiliśmy rezerwacje na 3 noce,3 pokoje i w dodatku w piątek dzwonilismy zapewniając obslugę ,że dotrzemy do hotelu w godzinach wieczornych. cóż.. 2 godziny spędzone w holu hotelu, wysluchiwanie wytlumaczen niewinnego recepcjonisty i Pani manager w koncu postanowlismy wziąć jakiekolwiek pokoje.. Kilka godzin snu, śniadanko i szybki telefon do naszych znjaomych  Sylwi i Roberta którzy wybrali inny srodek komunikacji- lot samolotem.  Umówiliśmy się na miescie, odbior pakietow startowych i zwiedzanie miasta.  Sofia jest nawyżej położoną stolicą w Europie leży na wysokości 550m. Miasto zostało mocno zniszcozne podczas II wojny światowej i z zabytkami oraz miejscami do zwiedznai jest tutaj krucho. Po zwiedzeniu kilku miejsc proponowanych przez przewodnik m.innnymi  katedra Aleksandra Newskiego, Cerkwia św. Mikołaja. Ciekawym miejscem są pozostałości rzymskiej Serdiki, leżące tuż przy stacji metra. Tuż obok, w samym centrum ronda znajduje się słynny pomnik Zofii, na cześć której powstało miasto Sofia. Lekko zmęczeni podróżą udaliśmy się do zaproponowanej przez Janusza restauracji, gdzie skosztować mogliśmy szerokiego wachlarzu dań kuchni bałkańskiej.  Pyszna, bogata w mięso kuchnia bułgarska zdecydowanie przypadła nam do gustu!

Startowy, niedzielny poranek rozpoczęliśmy pobudką koło 7:00 ,aby zjeść śniadanie i  o 10:00 wystartować w kolejnej stolicy J!

Zapisując się pół roku temu na bieg, nikt z nas nie sprawdził ,żę trasa biegu odbywać się będzie na wysokości ponad 500m n.p.m.,  a dla biegaczy jak wiadomo – im  wyżej tym ciężej się biega. Pogoda dopisała  – 19 stopni to dla biegaczy idealna temperatura do bicia rekordówJ! Atmosfera na linii startu jest niesamowita – wokół nas ludzie różnej narodowości, lecz wszyscy z uśmiechem na twarzach, pozdrawiający się nawzajem. Widzimy się na trasie, machamy do siebie, ale każdy z nas walczy o swój czas i miejsce. Przy nawrocie widziałem Janusza, który biegł w grupce z Bułgarami dyskutując . Po chwili widzę dziewczyny, które trzymają się razem –  biegnie Marta z Madzią i mężem Danielem, które asekuruje chyba jako ochroniarz. Tuż za nimi Sylwia, Beti i Ada – mocno widoczna  trójca kobiet z orzełkami na piersi robi wrażenie na kibicach. A  wśród dopingujących menager Robert robił nam pamiątkowe zdjęcia . W trakcie biegu zawodnicy do pokonania mieli dwie rundy.

Różnica wyników podzieliła nas,ale dobiegając do mety oczekiwaliśmy wzajemnie na siebie. Kilku osobom udało się pobić życiówki , lecz  przede wszystkim każdy dobiegał do mety z wielką radością z odnotowania kolejnego wspaniałego wyjazdu w miłym towarzystwie.

Po biegu zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć, a następnie szybko odświeżyliśmy się po biegu, gdyż część z nas wybrała się na zakupy, a ambitniejsza grupa na górę Witosza,leżącą tuż przy Sofii na wysokości ponad 2000m. Jak oni się tam dostali ? Mieli jeszcze siłę po półmaratonie? Sił może już nie mieli, ale każdy w kieszeni miał po 5 Euro na dwa wjazdy kolejką linową pod sam szczyt J.

Po ich powrocie zaplanowaliśmy uroczysta kolację w kolejnej restauracji, gdzie zasłużenie, w świetnych nastrojach biesiadowaliśmy, mając jednak z tyłu głowy myśl o podróży powrotnej następnego dnia do naszych Polic.

Ostatnim punktem naszej podróży była urokliwa Serbia i jej stolica – Belgrad.

Nasz eurotrip uważamy za jak najbardziej udany! Był to jeden z dłuższych i atrakcyjniejszych wyjazdów w historii polickiego BBLu! Z całego serca polecamy ten sposób zwiedzania i spędzania wolnego czasu  – zwiedzanie przez bieganie;)!